Uwielbiam komedie, w których głównymi bohaterami są rodzic i dziecko, którzy na skutek jakiejś tajemnej magii zamieniają się ciałami. Schemat jest zawsze podobny: wszyscy się dobrze bawią. Do czasu. Po serii komicznych przypadków każdy z ulgą wraca do swojego ciała. Ale wyobraźmy sobie, że jednak się nie udało i zostaliśmy uwięzieni w ciele dziecka…
Zaraz, zaraz. Nie wiem jak Wy, ale ja nic nie muszę sobie wyobrażać, ponieważ moi rodzice i babcia wciąż traktują mnie jak dziecko. W pracy jestem ekspertem w swojej dziedzinie: doradzam innym, szkolę ich, biorę udział w grupach projektowych. Jednak kiedy rozmawiam z rodzicami lub Babcią Lu traktowana jestem jak piętnastolatka, która próbuje się mądrzyć chociaż “nic o życiu nie wie”. Dochodzi nawet do takich absurdów, że nie wierzy się w istnienie przepisów Kodeksu Pracy, które przytaczam (jako HRowiec część KP znam na pamięć), albo zaprzecza się wynikom badań psychologicznych, które opisuję.
Okazuje się, że mój przypadek nie jest odosobniony. Czasami rodzice mają tendencję do kwestionowania profesjonalnej wiedzy swoich dorosłych dzieci, a czasem po prostu zwracają się do nich jak do dziesięciolatków. Słyszałam już o takich przypadkach jak instruowanie przez rodziców dwudziestoletniej kobiety jak ma rozładować i załadować zmywarkę, czy pytanie się trzydziestoletniego syna, czy oby nie chce skorzystać z toalety przed podróżą.
Jeszcze gorzej sprawy się mają po narodzinach dziecka. Zamiast zyskać szacunek jako matka – tak jak to w drewnych czasach bywało – rodzice zyskują kolejny temat do wymądrzania się i kwestionowania Twoich umiejętności wychowawczych.
Dlaczego rodzice to robią? Jak to się dzieje, że nie zauważają, że ich dzieci dorosły i nie potrzebują, a wręcz nie chcą już być traktowane jak pacholęta?
Część winy można by prawdopodobnie złożyć na karb zmian społecznych. Jeszcze sześćdziesiąt lat temu niezamężna dwudziestolatka była już starą panną. Dzisiaj dwudziestolatka to studentka. Być może dorabia dając korepetycje, ale bardzo często wciąż mieszka z rodzicami. Studia kończy ok 26 roku życia. Rozpoczyna karierę zawodową i wyprowadza się z domu. Innymi słowy czas uzależnienia od rodziców uległ znacznemu wydłużeniu.
Ponadto sto lat temu kobieta szacunek zdobywała zmieniając status na mężatkę, a następnie – matkę. Nie było tylu źródeł informacji, które mamy teraz. Kiedyś guru od dzieci była mama i babcia, a ich cenna wiedza przekazywana była ustnie z pokolenia na pokolenie.
Współczesna matka coraz rzadziej korzysta z wiedzy swojej mamy, ponieważ wiedza ta pochodzi sprzed ok. 30 lat. Najnowsze informacje czerpią więc dzisiejsze matki z internetu, książek lub magazynów. Skoro jednak dla mojej mamy źródłem wiedzy była jej mama, wydaje się jej oczywiste, że ja również po radę w kwestii wychowania powinnam zwrócić się do swojej mamy, czyli do niej. Rodzi się tu kolejny problem współczesnego społeczeństwa – dewaluacja znaczenia i wiedzy osób starszych. Dzisiaj siwa głowa, to już nie jest mądra głowa.
Kolejnym prawdopodobnym wyjaśnieniem jest tendencja do nadludzkiego wysiłku wkładanego przez rodziców w wychowanie dzieci. Starają się oni często wychodzić na przeciw wszelkim zachciankom swoich pociech. W konsekwencji rodzicom trudno w pewnym momencie odpuścić i pozwolić dzieciom wyfrunąć z gniazda.
Ale stało się. Jesteśmy dorośli. Czy warto walczyć o swoje poczucie dojrzałości i niezależności. Myślę, że warto. Kluczem do sukcesu jest komunikacja. Wybierz jakiś neutralny grunt i przy ciastku i herbacie spróbuj na spokojnie powiedzieć rodzicom co czujesz kiedy traktują Cię jak dziecko. Podkreśl, że doceniasz ich troskę i wysiłek, ale jesteś już dorosła i tak też chciałabyś być traktowana.
Taka szczera rozmowa może być trudna, ale prawda jest taka, że nierozwiązany konflikt będzie narastał, a każda wizyta w domu wiązać się będzie ze stresem. Nie warto czekać.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że kiedy się ma dziecko świat nagle przyspiesza. Faktycznie dzieci z roku na rok zmieniają się nie do poznania. Pamiętajmy, że ta zmiana nie zachodzi tylko z zewnątrz. Dziecko dojrzewa, a my jako rodzice powinniśmy dostosowywać naszą komunikację i oczekiwania do jego wieku.
Przed dzisiejszymi młodymi rodzicami stoi nowe wyzwanie. Bombardowani informacjami o niebezpieczeństwach czyhających na dzieci w przedszkolach (przedszkolanka zaklejająca dzieciom usta i niepozwalająca im korzystać z toalety), szkołach (znęcanie się rówieśników), czy nawet w drodze do domu (ostatni przypadek porwania dziesięciolatki) rodzice mają tendencję do bycia nadopiekuńczymi.
Dodatkowo biorąc pod uwagę rozwój sieci, szukając informacji, nasze dzieci pytanie będą zadawały nie nam lecz wyszukiwarkom internetowym. Istnieje niebezpieczeństwo, że nie będziemy dla naszych dzieci źródłem wiedzy o świecie i życiu. Myślę więc, że przed nami trudne zadanie polegające na przekształceniu znanej od pokoleń relacji rodzic-dziecko na przyjaźń opartą na wzajemnym szacunku i partnerstwie.

Przeczytaj również

8 POWODÓW BY POWIEDZIEĆ WIELOZADANIOWOŚCI NIE!   W dzisiejszych czasach większość ludzi prowadzi bardzo intensywne życie. Kto z nas nie ma grafiku wypełnionego po brzegi? Kto nie pędzi z jedne...
Bo męska rzecz być daleko, a kobieca – wiern... Właśnie otworzyłam komputer, by napisać zaplanowany tekst, kiedy usłyszałam rzeczowy ton reklamowego lektora tłumaczący, że "mamy nie chorują" i to ...
TIP OF THE MONTH: POMYŚL O TYM CO KOCHASZ! Czy oglądałaś kiedyś "Dźwięki muzyki"? Ja, tak. Niezliczoną ilość razy. Uwielbiam ten film nie tylko za fantastyczne piosenki w wykonaniu Julie Andrew...
Motywujesz, czy dołujesz? Wielokrotnie pisałam o motywacji, bowiem do dokonywania zmian w życiu niezbędne są wiedza, odwaga, zaangażowanie i motywacja. Kiedy poddajesz się na d...