Od lat powszechnie wiadomo, że siedzący tryb życia jest szkodliwy dla zdrowia. Najczęściej  powtarzane następstwa, to zwiększenie prawdopodobieństwa zachorowania na cukrzycę, choroby układu krążenia oraz zwyrodnienia kręgosłupa. Co jednak może zrobić osoba, która spędza 40 godzin tygodniowo na pracy typowo biurowej?

Odpowiedzią na to pytanie jest zarządzanie przez szwendanie. Tą zabawną nazwą określam wykonywanie możliwie dużej liczby zadań w ruchu. Przykładowo, kiedy rozmawiam przez telefon komórkowy wychodzę z biura i krążę po budynku. Dzięki temu poprawiam krążenie, mogę rozprostować kości i trochę się dotlenić. To wszystko plus chwilowa zmiana otoczenia pozwala oczyścić umysł i jaśniej myśleć. Poza korzyściami dla mojego ciała i umysłu jest to też ukłon w stronę współpracowników. Każdy kto pracował kiedyś w open space, choćby małym (5-10 osób), doskonale zdaje sobie sprawę jak trudno jest skupić się na pracy, kiedy tuż obok toczą się trzy rozmowy telefoniczne. Oprócz wędrownych rozmów telefonicznych, zarządzanie przez szwendanie obejmuje również zastępowanie maili załatwianiem spraw twarzą w twarz. Zamiast pisać do kogoś, kto jest w tym samym budynku, po prostu do niego idę. Pisanie maili, często przybiera formę odbijania piłeczki, przez co staje się nieefektywne. W odpowiedzi na jednego maila, dostajesz kolejne wiadomości, które trzeba przeczytać i na nie odpowiedzieć. Dlatego bardziej efektywna jest rozmowa twarzą w twarz. Zastępuje ona bowiem wymianę, często nawet kilkunastu maili, a Ty podczas przechadzki, poprawisz krążenie.

Nilofer Merchant posunęła się o krok dalej i poleca przeniesienie spotkań z sali konferencyjnej na świeże powietrze. Oczywiście nie każde spotkanie może się odbyć w takiej formie, ale niezobowiązujące spotkania wewnętrzne – czemu nie!

RelatedPost